Piotr Zygmunt Markielowski

rzymskokatolicki ksiądz kieleckiej diecezji, kapelan szpitalny

posługa w szpitalu

 

droga przez las 3

 

 

Droga przez las nie jest długa

jeśli kocha się osobę, którą idzie się odwiedzić

                  Był rok 1992, wracałem z letniego urlopu. Po drodze do domu do Kielc, odprawiałem Mszę św. się w parafialnym kościele w swoim rodzinnym mieście. Wjeżdżając do Kielce uświadomiłem sobie, że klucze od kieleckiego mieszkania pozostawiłem w …zakrystii. Z powodu roztargnienia musiałem dodatkowo przejechać ponad 200 km. Co chcesz mi Panie Boże powiedzieć przez ten fakt, przez mój brak uwagi? – skierowałem pytanie. Na odpowiedź, Pan Bóg nie kazał mi długo czekać. Wkrótce otrzymałem od Ks. Biskupa nominację na kapelana Szpitala św. Aleksandra w Kielcach przy ul. Kościuszki, oraz Szpitala Gruźlicy i Chorób Płuc św. Rafała Kalinowskiego w Czerwonej Górze.

Szpital św. Rafała stoi w lesie, a prowadzi do niego 15 km droga, miejscami właśnie przez las. Przypomniał mi się wówczas obrazek z podpisem: „Droga przez las nie jest długa jeśli kocha się osobę, którą idzie się odwiedzić”. Stało się dla mnie jasne, że Pan Bóg, poprzez decyzję moich Przełożonych, powołuje mnie do większej jeszcze miłości wobec osób chorych i cierpiących.

Od blisko 15 lat jest to miłość i posługa ponad zmęczenie, także w nocy i pomimo dużej odległości. Czasami przywołuję w pamięci ten obrazek, przedstawiający drogę przez las, jako potwierdzenie mojej odpowiedzi na wezwanie i powołanie do posługi wśród chorych i cierpiących, ale także wśród Lekarzy, Pielęgniarek, Położnych i innych Pracowników Służby Zdrowia.

Od samego początku, w mojej pracy kapelana szpitalnego, nie jestem sam. Doświadczam nieustannej pomocy Świętych z nieba i Dobrych Ludzi tu na ziemi. Moja misja, bez opieki Najświętszej Maryi Panny, św. Józefa, św. Aleksandra, św. Rafała Kalinowskiego, św. Ojca Pio, św. Siostry Faustyny i wielu innych byłaby niemożliwa. Ale chcę też podkreślić, że we wszystkich latach mojej pracy, spotykałem się z przychylnością prawdziwie Dobrych Ludzi, a wśród nich byli i są Wolontariuszki i Wolontariusze, Klerycy, Zakrystianka, Świeccy Szafarze Eucharystii, Organiści i cały „etatowy” Personel Szpitalny.

                  Praca kapelana to troska o Eucharystię dla Pacjentów - tę celebrowaną i tę zanoszoną do szpitalnego łóżka, ale również dbałość o miejsce sprawowania Mszy świętej i oprawę liturgii. Posługa chorym to Spowiedź na łóżku chorego, lub w innym miejscu, które dzięki życzliwości Personelu, akurat jest udostępnione na czas spowiedzi. Kapelan szpitalny nie tylko udziela Sakramentu chorych ale także, a może przede wszystkim, wpływa na zmianę mentalności, by nie traktować tego Namaszczenia, jako prowadzącego do szybkiej śmierci. W Szpitalnej Kaplicy sprawuję prawie codziennie Mszę św., co pewien czas słabszym noworodkom jest udzielany Chrzest Święty, trzykrotnie błogosławiłem Sakrament Małżeństwa, a nawet, w obliczu grożącego niebezpieczeństwa, udzielałem Sakramentu Bierzmowania.

Życie i śmierć. Warto zastanowić się nad naszą rolą i obecnością przy chorych, i przy odchodzących z tego świata. „Tajemnica losu ludzkiego ujawnia się najbardziej w obliczu śmierci. Nie tylko boleści i postępujący rozkład ciała dręczą człowieka, lecz także, i to jeszcze bardziej, lęk przed unicestwieniem na zawsze. Istotnie, tej udręki nic nie zdołałoby ukoić, gdyby śmierć oznaczała całkowite zniszczenie i koniec wszystkiego. Dlatego śmierć skłania człowieka do stawiania radykalnych pytań o sens samego życia: co czeka nas za mroczną zasłoną śmierci? Czy stanowi ona ostateczny kres życia, czy też istnieje coś także poza nią?” - napisał Jan Paweł II (List do ludzi w podeszłym wieku, 14).

Często są to pytania zadawane w poczuciu bezradności. Zadawane przez pacjentów i przez ich bliskich. Stawianie na głos takich pytań wymaga odwagi i nierozerwalnie łączy się ze wzruszeniem i żalem za odchodzącą, ukochaną osobą. Mocna wiara przychodzi tutaj z pomocą, pomaga pokonać lęk i jak najlepiej przygotować się do przejścia do wieczności.

         Człowiek jest słaby wtedy gdy przychodzi na świat, gdy opuszcza łono swojej matki. Medycyna przychodzi mu wówczas z pomocą. Nad porodem czuwają lekarze i położne. Po raz drugi człowiek przeżywa swoją słabość, gdy z powodu choroby, czy starości żegna się z tym światem. Dobrze, że powstają Bractwa Dobrej Śmierci i Apostolstwo Dobrej śmierci. Potrzebne jest przezwyciężanie strachu przed wezwaniem księdza do chorego. Nawet jeśli to tylko mały odsetek wiernych, którzy wciąż bronią się przed zaproszeniem kapłana ze spowiedzią, namaszczeniem i wiatykiem, do osoby ciężko chorej, to warto o tym mówić i pisać. „Ludzie starzy i chorzy, z trudem godzą się z perspektywą odejścia. Śmierć jawi się im jako mroczny aspekt naszej ludzkiej kondycji naznaczonej przez grzech i stąd budzi nieunikniony smutek i lęk. (...) Rozumiemy dlaczego w obliczu tej mrocznej rzeczywistości reakcją człowieka jest bunt.” - napisał Sługa Boży Jana Paweł II - przeżywając jesień swojego życia (tamże).

         Towarzyszenie człowiekowi zbuntowanemu, czy też bardzo cierpiącemu, to trudne zadanie. Czasem nieoczekiwanie Bóg stawia je przed nami, w związku z chorobą i śmiercią najbliższych i wówczas jest jeszcze trudniej. Oczywiście, że nie każdy kto przeprowadza się do domu Ojca, jest zbuntowany. Jeśli jesteśmy przy nich z modlitwą na ustach, a tym bardziej gdy oni sami odchodząc, wypowiadają słowa modlitwy, taka śmierć nie musi za sobą ciągnąć żalu. Przeciwnie - mamy satysfakcję dobrze spełnionego obowiązku i radość, że pomogliśmy naszym rodzicom, dziadkom czy przyjaciołom, w tym co jest takie trudne, a czego każdy z nas będzie musiał osobiście doświadczyć. Jeżeli teraz zdobędziemy się by dobrze służyć innym w chwili ich śmierci, mamy prawo mieć nadzieję, że nasza śmierć będzie łagodnym przejściem do domu Ojca.

         W mojej posłudze wspominam pacjenta, którego pojednanie z Bogiem nastąpiło po wielu, wielu latach od ostatniej spowiedzi. Był świadomy, że jest poważnie chory, jednak zamiast lękać się o swoją teraźniejszość i przyszłość, martwił się, czy kapelan, który go spowiada nie zarazi się jego bakteriami. Widocznie spotkanie z Chrystusem w Sakramentach Świętych zaowocowało taką ufnością i wewnętrznym pokojem, że nie musiał się już o nic więcej troszczyć.

        Warto tu przytoczyć słowa psalmisty: «Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt; a większość z nich to trud i marność: bo szybko mijają, my zaś odlatujemy» (Ps 90 [89], 10). Pamiętajmy również, że nie cali umieramy.

         Z perspektywy kilkunastu lat pracy nie tylko wspominam tych, którzy w szpitalu osiągnęli ostateczny cel ludzkiej wędrówki, ale myślę z wdzięcznością o tych, którzy uśmiechem i ciepłym słowem witali mnie na szpitalnych salach i korytarzach, myślę o tych, którzy odczytali chorobę, jako mobilizację do nawrócenia. Panu Bogu dziękuję za to, że pozwala mi towarzyszyć cierpiącym i chorym, z których przecież zdecydowana większość zdrowieje i wraca do swoich bliskich. Niech Imię Wszechmogącego i Miłosiernego Boga będzie błogosławione.

ks. Piotr Markielowski

2007 r.